Sri Lanka cz. 2

28 lutego 2019, 10:35

Druga część naszego fotoreportażu ze Sri Lanki. Zapraszamy.
Sri Lanka cz. 2
Indie. Nasz plan pierwotnie nie obejmował Indii, mieliśmy polecieć ze Sri Lanki bezpośrednio do Bangkoku. Niestety jak bilety były tanie, to na ostatnią chwilę ceny wzrosły 5x, więc zmuszone byłyśmy znaleźć inną drogę. Chennai był więc tylko przystankiem, zostałyśmy tam na 3 dni żeby skoro już tam będziemy chociaż kawałek tego miasta zobaczyć. Wylądowałyśmy na couchsurfingu, stwierdzając że w ten sposób zobaczymy najwięcej.

Dziewczyny która nas “couchowała” w mieście nie było, i oddała nas pod opiekę swojej matki i córki. Matka nie mówiła po angielsku, natomiast córka rozumiała i próbowała jak najwięcej z nami rozmawiać. Przez ten czas miałyśmy okazję żyć w ich codzienności. Spanie na podłodze bez materaca, jedzenie na ziemi z jednego garnka, a przy tym dużo śmiechu i radości. Pierwszej nocy wybrałyśmy się wraz z nimi na hinduskie wesele, a przez kolejne dni odwidzałyśmy świątynie i pobliskie bazary. Zainspirowała mnie ta kultura niesamowitymi barwami i taką radością z życia kiedy tak naprawde nie wiele się ma. Wiem, że do Indii wrócę i poświecę im dużo więcej czasu.

Lopburi, miasto małp znajdujące się 2 godziny drogi pociągiem od Stolicy Tajlandii. Miejscowość omijana przez wielu turystów, którzy najczęściej prosto z Bangkoku udają się do Chiang Mai i nie zatrzymują się za bardzo po drodzę. Nas to miasto zauroczyło właśnie tym że więcej tam było miejscowych, niż przyjezdnych. Idąc na targ wybierałyśmy na chybił trafił jedzenie, ponieważ nic nie było przetłumaczone na angielski, a po ulicach miasta wszędzie biegają małpy, które tylko czekają aż wyjdziesz z jakimś jedzeniem w ręce.

Ayutthaya- stara stolica Tajlandii. Miejsce pełne starych świątyń, tras rowerowych i przydrożnych bazarów.

Bangkok, miasto pełne ciekawych miejsc, na zdjęciu Unicorn cafe, kawiarnia inspirowana magią, brokatem i jednorożcami

Koh Phangan, znane ze swojego Full Moon Party, jednak my wybraliśmy się tam tydzień po imprezie, dzięki czemu trafiliśmy na “low season” i nocleg w bungalowie na plaży kosztował nas po 10 zł za noc, a oprócz tego ominęliśmy wszystkich turystów i można było podróżować po wyspie na skuterze bez najmniejszego tłoku.

Jedną z najlepszych rzeczy podczas naszego pobytu na wyspie był udział w filmiku promującym Tajlandię, dzięki czemu spędziliśmy miły świetny czas i odkryliśmy nową część wyspy

Koh Tao, wyspa na którą udaliśmy się specjalnie po to żeby zobaczyć rafę koralową, niestety bardzo się rozczarowaliśmy i zasmuciliśmy, odkrywając że tak naprawdę rafy na tym świecie nie ma już za wiele, ponieważ większość wymarła przez zanieczyszczenia i ocieplenie wody.

Phuket, miasto pełne nocnych marketów, bazarów i pysznego jedzenia. Za 15 zł można było się najeść do syta najlepszymi tajskimi smakołykami a Phad thai nigdzie nie smakował tak dobrze.

Krabi - jungle river

Monkey beach- Malezja. Miejsce do którego trafiliśmy z przypadku ponieważ znaleźliśmy tam couchsurfing. Z George town, jechaliśmy tam około 1,5 godziny autobusem, następnie trzeba było iśc 1,5 h junglą żeby dostać się na plaże. Nasz couchsurfing okazał się namiotem na plaży, gdzie oprócz paru “chatek” nie było nic więcej. Obiady jako jedyna przygotowywała tam pewna Pani, która miała malutką kuchnię i zarabiała wykarmiając podróżnych. Na plaży spędziliśmy 3 dni, codziennie robiąc trasę 1,5 godzinną żeby udać sie do miasta. Jako, że jest to Monkey beach, nie mogło zabraknąć tam małp, które znienawidziłam po tym jak jedna ukradła mój futerał z aparatem, a następnie zrzuciła mój sprzęt z 7 m z palmy. Na szczęście aparat upadł metr od betonu i do dzisiaj nie wierze w swoje szczęście ale poza małymi otarciami aparat nie ucierpiał.

w związku z tym że plaża ta jest tak daleko od miasta i świateł, nocą można podziwiać było niebo pełne gwiazd. Dodatkowo jest to miejsce gdzie znaleźć można fluorescencyjny plankton. Sekret ten zdradził nam nasz host i w nocy weszliśmy z nim do wody, która jak oddaliliśmy się trochę od brzegu cała świeciła na niebiesko i przy każdym ruchu migotała błękitno srebrnymi barwami.

George Town, miasto pełne graffiti i podobno to tutaj można zjeść najlepsze jedzenie w Malezji. My niestety kuchnią zachwyceni nie byliśmy. Wydaje mi się, że po tak niesamowitych doświadczeniach kulinarnych w Tajlandii po prostu ciężko było nam dogodzić, mimo to wszyscy uznaliśmy że malezyjska kuchnia jest najgorszą jakie próbowaliśmy dotychczas.

Cameron Highlands, czyli miejscowość w górach, w centrum Malezji, słynąca z pól herbacianych.

Durian, najgorszy owoc świata w smaku przypominający cebule z miodem, a zapach jest tak okropny, że zakazane jest jedzenie go w miejscach i transportach publicznych.

Kuala Lumpur i Batu Caves, przepiękna świątynia tysiąca kolorów. Jedno z piękniejszych miejsc do zobaczenia w stolicy.

Tioman island. Na którą trafiliśmy, ponieważ polecili nam to miejsce miejscowi, mówiąc że jest to najmniej odkryta turystycznie wyspa Malezji, gdzie jeszcze można trafić na rafę koralową i poczuć klimat dawnych czasów. Niedługo po naszym wyjeździe wyspa została całkowicie zamknięta na turystów

Singapur



wgarniturach

Autor artykułuMonika Nowotarska28 lutego 2019, 10:35

Redakcja portalu

Daniel Gatner

Kamila Sowa

Monika Nowotarska