Zbigniew Wodecki. Wirtuoz skrzypiec, który dzień zaczynał od Bacha

26 października 2018, 12:16

Artysta totalny: multiinstrumentalista (grał na skrzypcach, trąbce i fortepianie), kompozytor, aranżer, piosenkarz i aktor. ,,Czy Zbyszek w młodości planował zostać Zbyszkiem? A może po prostu tak mu wyszło?”
Zbigniew Wodecki. Wirtuoz skrzypiec, który dzień zaczynał od Bacha
Jako czterolatek udał się z rodzicami do operetki. Wieczorami bawiąc się pod nosem podśpiewuje zasłyszaną arię z Krainy uśmiechu Franza Lehára: ,,Twoim jest serce me, gdy ciebie brak, tchnie pustką świat”. Ojciec był zachwycony talentem syna. W wieku pięciu lat na dużej scenie wręcza swojej mamie tuż po zakończonym koncercie kwiaty. ,,Koncert Ireny Wodeckiej odbywa się we Floriance, wytwornej Sali krakowskiej Akademii Muzycznej. Publiczność bije brawo. Zbysio- ubrany w mundurek piegowaty blondynek- kłania się razem z nią, jakby brawa były również dla niego. Im głośniejsze, tym głębiej się kłania. Nie chce zejść ze sceny”.

Z ojcem często udaje się do filharmonii. Józef Wodecki był pierwszym trębaczem Krakowskiej Orkiestry Symfonicznej. Z zazdrością zauważa, że synowie jego przyjaciela skrzypka Franciszka Zielińskiego, kilka lat starsi od Zbyszka grają już na instrumentach.

-Na czym chcesz grać?- pyta Zbyszka, pomijając pytanie wstępne, czy w ogóle chce.

- Na skrzypcach!- odpowiada chłopczyk, bo myśli, że wystarczy przyłożyć do nich smyczek i instrument zagra sam. Zresztą, w tamtym momencie jeśli Zbyszek gra, to głownie w piłkę nożną.

Młody Zbyszek uwielbia Sinatrę, i to głównie jego gra, choć ojciec wmusza na nim grę na skrzypcach. Ta nieposkromiona dusza młodego artysty sprawia, że zostaje wyrzucony z liceum muzycznego i trafia do średniej szkoły muzycznej. Po latach, powie: ,,Wiele roboty kosztowało zrobienie ze mnie skrzypka. Właściwie jak ryba w wodzie poczułem się dopiero, grając na tych skrzypcach w wieku piętnastu- szesnastu lat i chałturząc przy okazji. Wówczas zacząłem również bawić się muzyką”.

W wieku siedemnastu lat uczestniczy w próbie do klubu Bambuko. Poznaje Marka Grechutę oraz Jana Kantego Pawluśkiewicza i zastępuje w zespole poprzedniego artystę grającego na skrzypcach. W tym czasie poznaje także Piotra Skrzyneckiego, twórcę Piwnicy pod Baranami. Wspólnie z Grechutą i zespołem Anawą pracują nad wspólną płytą. Gra na skrzypcach i dośpiewuje między innymi słynny chórek w Niepewności, ten, który wchodzi po ,, Czy to jest przyjaźń/czy to jest/kochanie”. ,,Nakładał siedem-osiem głosów, zatem niepotrzebny był chór, wystarczał Wodecki. Brzmiało to jak Chór Aleksandrowa”- wspominał Jan Kanty Pawluśkiewicz.

Już wkrótce zacznie grać także z Ewą Demarczyk i w Orkiestrze Polskiego Radia i Telewizji w Krakowie oraz Koncert Branderburskie Bacha w orkiestrze kameralnej Kazimierza Korda.

W 1972 roku w krakowskim Klubie pod Jaszczurami kupuje od Janiny Paradowskiej wino za osiem złotych, rozpija się i zaczyna śpiewać. Zapytany, czy planował kiedykolwiek zając się śpiewaniem, odpowiada: ,, Dążyłem do tego, by taki przypadek nastąpił. Bywało, że sam komponowałem, akompaniowałem sobie. Grywałem na przykład Sinatrę już jako dzieciak (…)”.

,,Jak pierwszy raz zobaczyłem, że on śpiewa, trochę mnie to rozśmieszyło, bo prezentował sylwetkę estradową typu monumentalnego. Smoking, wolne ruchy. Uroczysty był. Marek Grechuta, który śpiewa wysztywniony, był przy nim rock-androllowiec”.

30 czerwca 1971 roku bierze ślub, i regularnie gra w radiowej orkiestrze. Dwa lata później ukazuje się jego debiutancka EP-ka. W 1974 wraz z Krystyną Prońko jedzie na Schlagerfestiwal do Rostocku, gdzie prezentuje ośmiominutowy utwór Strach na wróble.

Debiutancką pytę nagrywał pomiędzy 27 lutego a 29 marca 1976 roku. Orkiestrę prowadzi Wojciech Trzciński. Pracują nocami. Prace kończą się czasem o 1. 30 w nocy, czasem o 4.30 nad ranem. ,, Alibabki skrzętnie wynotują w kalendarzu, że chórki nagrywały dokładnie 3 marca 1976 roku. Alibabki zapamiętają, że Wodecki nie tylko podczas nagrań ale w tamtych latach w ogóle, był wycofany, onieśmielony, mało mówił. Skromny, nie wypełniał sobą przestrzeni”.

Lata 1976-1977 były dla polskiej sceny muzycznej ciężkie pod względem finansowym. Każda trasa koncertowa był ,,na wagę złota”. Wodecki jeździ wtedy i później z Romanem Wilhelmim, Grażyną Barszczewską, Zdzisławą Sośnicką czy Ireną Santor. ,, Jego ulubione powiedzenie na festiwalu, który przypominam, był w czerwcu: ,, Dasz mi papierosa? Swoje zostawiłem w kożuchu”- twierdzi Krzysztof Jaślar.

W 1977 roku nagrywa Izoldę, w 1978-Zacznij od Bacha. ,, Sam sobie te piosenki napisałem i zaaranżowałem. To miało dla mnie spore znaczenie. Dawało samowystarczalność. To jest dla piosenkarza komfort, że może śpiewać swoje utwory, czyli to, co rzeczywiście chce, a nie to, co mu inni podsuwają. Z drugiej jednak strony taka sytuacja oznacza również większą odpowiedzialność- albo sukces większy, albo większa porażka. W Rostocku zdobyłem nagrodę. Zawsze byłem człowiekiem wstydliwym i zakompleksionym, i chyba dalej taki jestem, ale ta nagroda utwierdziła mnie w przekonaniu, by jednak bawić się muzyką”.

W latach 80. nagrywa genialne utwory, m.in. Chałupy Welcome to, Lubię wracać tam gdzie byłem, Nad wszystko uśmiech Twój. W Opolu 1992 dostaje aż cztery nagrody. Potem przychodzi gorszy czas. W 1994 roku, powie: ,, Nie znoszę festiwali. (…) Były takie czasy, że należało potwierdzić swoją obecność na rynku, śpiewając na festiwalach. Znosiłem je, póki były zabawą, spotkaniem towarzyskim ludzi z branży. (…)Teraz wszystko się skomercjalizowało: artyści wchodzą i wychodzą kuchennymi drzwiami jak służba”.

W styczniu 2017 roku wylatuje do Stanów Zjednoczonych. Trochę odpoczywa, trochę spędza na plaży, ale jest niespokojny. Włodzimierz Korcz, który towarzyszył mu w czasie podróży, zapamięta, że rozdawał pieniądze bezdomnym. ,,- Rozmawialiśmy ze Zbyszkiem, że to niesamowite, jak się rzeczywistość i wartość pieniądza zmieniła, że Polak przyjeżdża do Stanów i daje komuś stamtąd dolary na ulicy”- twierdzi Alicja Majewska. W Krakowie znano go ze swojej dobroduszności, powtarzał, że w każdym potrzebującym widzi człowieka, który miał mniej lub więcej szczęścia. ,, - Raz chciałem zaoszczędzić i zamiast brać taksówę na Dworzec Główny, przeszedłem się. Mam takie szczęście, że do mnie od razu podchodzą, że tak powiem z całym szacunkiem- lumpy. I ta trasa mnie kosztowała więcej niż taksówka”.

Umiera nagle 22 maja 2017 roku.

Zbyszek miał wgrane, że nienawidzę Pszczółki Mai, co jest oczywistą bzdurą. Kocham tę piosenkę. Nienawidziłem czegoś innego: tego skojarzenia, że Pszczółka Maja to najważniejsze, co Zbigniew Wodecki jest w stanie zaoferować. Pomyślałem, że ja wiem, kim on jest, co sobą reprezentuje, i on też doskonale wie, kim jest. A ludzie? Czy oni wiedzą?

Macio Moretti, fragment reportażu Kamila Bałuka



Na podstawie książki Wodecki. Tak mi wyszło, Kamila Bałuka i Wacława Krupińskiego, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2018, str. 9-16, 19 -20, 25, 36- 37, 121, 122, 137, 144, 205.

Zdjęcie główne pochodzi ze strony wodecki.pl


Zdjęcia: Koncert „ Twój jubileusz” Częstochowa 2018





wgarniturach

Autor artykułuKamila Sowa26 października 2018, 12:16

Redakcja portalu

Daniel Gatner

Kamila Sowa