Wacław Kowalski i Władysław Hańcza: na tych dwóch nie ma mocnych

28 września 2018, 09:01

Wpisali się do kanonu polskiego filmoznawstwa niezapomnianymi rolami komediowymi. Hańcza - wybitny polski aktor i Kowalski, dla którego rola Pawlaka okazała się rolą życia. O rywalizacji, rodzinnych dramatach, i wielkiej pasji do sztuki, która nigdy nie umarła.
Wacław Kowalski i Władysław Hańcza: na tych dwóch nie ma mocnych

Trudne początki

Od pierwszej sceny z filmu ,, Sami swoi” upłynęło ponad 50 lat. Scena z krową, zaczyna się dokładnie w 23 minucie filmu, a nakręcona została jako jedna z pierwszych- 5 sierpnia 1966 roku, piątego dnia zdjęciowego.

Początki filmu były trudne, nie tylko z racji dążenia do perfekcji Sylwestra Chęcińskiego.

Tacy jak on zawsze, nawet po latach, znajdą coś, co chętnie by poprawili: - Wszystko jest nie tak: charakteryzacja nie taka, Kowalski jeszcze chodzi nie tak, jak powinien. Gdyby to było kręcone później, to on by z krową biegł tymi swoimi drobniutkimi kroczkami. A ten krok odkryliśmy później. Wszystko tu jeszcze takie nieopierzone jest. Gdybyśmy kręcili tę scenę później, to i ja bym to lepiej zrobił, inaczej bym ich poprowadził. Niech pan popatrzy, z jakim oni namaszczeniem idą przez miny - powinienem na to zwrócić uwagę, bo chociaż sytuacja jest dramatyczna, to postacie przecież komediowe. Powinniśmy zachować proporcję między dramatem a komedią, a my tę proporcję gdzieś w tej scenie zgubiliśmy. Może dlatego, że na początku Kowalski chciał być bardzo śmieszny, musiałem go bez przerwy tonować, hamować i widzę, że akurat w tej scenie przesadziliśmy, za bardzo poszliśmy w dramat. Jedynym usprawiedliwieniem może być fakt, że była to pierwsza przez nas kręcona scena, w której Pawlak i Kargul pojawiają się razem. Relacje między nimi były jeszcze nieokreślone, nie wiedzieliśmy jeszcze, jak to wszystko ma wyglądać- wspomina Sylwester Chęciński.

Gdy autor scenariusza Andrzej Mularczyk, usłyszał, że rolę Pawlaka ma zagrać Kowalski, powiedział żonie:

Zapomnij o tym scenariuszu, zapomnij, że go w ogóle napisałem. Zapomnij o tym filmie. To klapa. Koniec, kropka.

Hańcza był już wówczas popularnym i uznanym aktorem. Dość szybko zmienił swoje prawdziwe nazwisko Tosiek na Hańcza, a karierę zaczynał w okresie przedwojennym, grywając na scenach teatrów w Poznaniu, Łodzi, Katowicach i Pomorzu. Grywał w komediach Fredry i Bałuckiego, w ,, Weselu” Wyspiańskiego, w ,, Kordianie” i ,, Nie-Boskiej komedii”.

Komplementowano jego grę aktorską, talent, jak i predyspozycje fizyczne:

Słuszny wzrost i ładna budowa ciała, po drugie charakterystyczny, łatwo wpadający w ucho timbre głosu, po trzecie wyrazista dykcja i wreszcie fluid męskości, zdrowej, zadowolonej ze świata i siebie - powiedziała Nina Andrycz.
Sam o sobie rzekł mówić, że należy do tych aktorów, których prawdziwej twarzy, bez szminki, publiczność prawie nie zna, grywa bowiem role charakterystyczne i to od początku pracy aktorskiej”. Podkreślano także jego znakomity warsztat aktorski, wykształcenie polonistyczne i inteligencję, a także sarkazm i specyficzne poczucie humoru, którymi nacechowane były wypowiadane przez niego kwestie.

Na Hańczę Chęciński postawił od samego początku. Był tak pewny swojej decyzji, że przy obsadzie roli Kargula nikogo innego nie brał pod uwagę. To właśnie do Hańczy dopasowywani byli inni aktorzy. – Wyszedłem z banału, ze stereotypu: wiedziałem, że Pawlak to mały zadziora, wulkan energii, więc szukałem kogoś większego spokojniejszego, kogoś kto stworzyłby dla niego idealne otoczenie. Hańcza był wyborem oczywistym. Kowalski nie był tak oczywisty. A nawet, można powiedzieć, w ogóle nie był. W teatrze bez sukcesów, w filmach grywał epizody, w najlepszym wypadku role drugoplanowe. Przeciwieństwo Hańczy. Ale też do aktorstwa szedł zupełnie inną niż Hańcza drogą. Dłuższą, bardziej wyboistą.

W wieku trzynastu lat umiera mu ojciec. Od tego momentu staje się samodzielny i rozwija swoje artystyczne zdolności, ale nie myśli jeszcze o grze w filmie. Gra na gitarze, śpiewa, kończy studium nauczycielskie i rozpoczyna pracę w Instytucie Pedagogiki Specjalnej. Swoje artystyczne marzenia spełnia w Łodzi. To tutaj poznaje swoją ukochaną żonę Staszkę, do której się przeprowadza i rozpoczyna naukę w Konserwatorium Muzycznym, i dorabia jako statysta w Teatrze Wojska Polskiego. Wkrótce zagra epizodyczną rolę ulicznego grajka na dużym ekranie w ,,Zakazanych Piosenkach” wg reżyserii Leonarda Buczkowskiego. Następnie trafia do Teatru Pinokio, a potem do Teatru Nowego pod skrzydła legendarnego Kazimierza Dejmka, który od roku 1950 pełnił rolę dyrektora i kierownika artystycznego teatru. Wkrótce zdaje eksternistyczny egzamin aktorski i coraz częściej rozwija się artystycznie grając w filmach.

Pamiętam, że mieszkaliśmy przy starym kinie Wolność, niedaleko parku, w którym spędzałem każdą wolną chwilę- wspomina Jan Bartłomiej Kowalski, starszy syn Wacława. – Dla taty Łódź to początki aktorstwa, dla mnie to całe dzieciństwo. Kiedy tu przyjechaliśmy, byłem niemowlakiem, kiedy stąd wyjeżdżaliśmy, miałem dziewięć lat.

Kowalski wraz z żoną i synem wyjeżdżają z Łodzi w 1955 roku. Zamieszkują w Brwionowie pod Warszawą, gdzie na świat przychodzi ich drugi syn- Maciej. Kowalski otrzymuje angaż w warszawskim Teatrze Klasycznym, ale film pociąga go coraz bardziej.

,Wydaje się, że od początku wolał film od teatru- mówi o ojcu Jan Bartłomiej Kowalski. Lubił ten moment tuż przed ujęciem, pełną konsternację, skupienie przed kolejnym klapsem, a potem nagłą eksplozję przed kamerą. Powtarzał, że to zupełnie co innego niż gra w teatrze.

Chęciński do roli Pawlaka chciał obsadzić wybitnego aktora Jacka Woszczerowicza, myślał także o Wojciechu Siemionie - ,,filmowym chłopie polskim”. Jacek Woszczerowicz zasłynął kultowymi kreacjami aktorskimi w ,, Znachorze” i ,,Profesorze Wilczurze”. Rola Jemioły, współpracownika profesora Wilczura, uznawana jest dziś za jedną z jego najlepszych filmowych ról. Woszczerowicz jednak miał problemy ze zdrowiem, i warunkiem koniecznym dla niego miały być zdjęcia kręcone w pobliżu Warszawy. Chęciński, wrocławianin, jak większość ekipy, nie mógł przystać na taki warunek. I wtedy przypomniał sobie o Kowalskim, z którym wcześniej współpracował podczas filmu ,, Agnieszka 46”.

Andrzej Mularczyk, przypomina sobie moment, gdy pojawił się na planie filmu, kiedy kręcono pamiętną scenę z pociągiem, w której Witia mówi: ,, Ooo, człowiek. A Pawlak na to: Gdzie? Eee tam, człowiek, musi jakiś tutejszy”. Gdy ten wysiadł z samochodu, Kowalski zeskoczył z wagonu, przybiegł do niego, uściskał, i oznajmił: ,,Ty sukinsynu! Napisałeś rolę, na jaką czekałem całe życie! I ja zrobię wszystko, żeby to zagrać jak najlepiej”. Wypowiedział to w taki sposób, że Mularczyk pozbył się obaw o jego grę. A miał je przez długi czas.

Aktorska rywalizacja

Nie byłoby Pawlaka bez Kargula, a Kargula bez Pawlaka, to jednak on, Pawlak, jest motorem każdej niemal akcji, on prowadzi grę, on cały mechanizm napędza, a Kargul procentuje.

,Andrzej Ramlau, operator kamery, przyznaje, że na planie Samych swoich obaj- i Hańcza, i Kowalski - dość szybko połknęli bakcyla rywalizacji. Mimo odmiennych charakterów, temperamentów, obaj byli bardzo ambitni, obaj mieli rozbuchane ego w znacznym stopniu. I to, kiedy było trzeba. Chęciński umiejętnie wykorzystywał-ostentacyjne chwalił jednego, by zmobilizować drugiego. Każda metoda animowania aktorów jest dobra, jeśli daje efekty. A ta dawała.

Rywalizację poczuł Kowalski, i na planie parł do przodu jak czołg. Miał głowę pełną pomysłów, wymyślał dialogi, tryskał humorem, prosił o powtórki dubli, przekomarzał się z reżyserem. ,, Czuł, że rośnie, widział to w oczach ludzi z ekipy, słyszał ich śmiech, widział, jak reagują na jego grę. Nigdy nie był gwiazdą, nie wiedział, jak to jest, ale chciał nią być, nagle zobaczył, że to możliwe. Być może nawet poczuł, że już się nią staje, że już jest”. Ta Kargulowo- Pawlakowa rywalizacja ,, spełniła rolę lokomotywy, która pociągnęła za sobą resztę ekipy. Była motywatorem dla reszty ekipy. Spoglądając na wspaniałą grę Kowalskiego i Hańczy, na ich pełen ognia pojedynek aktorski, zrozumieli, że to ,,nie musi być zwykły producyjniak, zwykła chałtura, którą trzeba zrobić, że z tego może wyjść zupełnie inny film niż sobie na początku wyobrażali. Patrzyli jak Kowalski z Hańczą prześcigają się na planie i nagle zaczęło im zależeć. Nagle z obojętnych obserwatorów, ludzi wykonujących swoje obowiązki, stali się ludźmi, którzy zaczęli dawać coś od siebie.

Na rodzinnym zakręcie

Gra na planie w ,,Samych swoich” zbiegła się ze śmiercią Władysława Hańczy juniora, również aktora. Jedyny syn Władysława Hańczy zmarł w wieku 34 lat. Hańcza, z synem nie utrzymywał kontaktów, licząc na pogodzenie, i powrót do rodziny, do końca życia nie pogodził się z odejściem jedynego dziecka.

W 1982 roku samobójstwo popełnił młodszy syn Kowalskiego, Maciej. Aktor obwiniając się za tę śmierć, uważał, że aktorstwo zabrało mu czas, który powinien poświęcić synowi, że teatr i film przysłoniły mu to, co w życiu najważniejsze- rodzinę. Odwrócił telewizor ekranem do ściany, porzucił grę w serialu ,,Dom”, przestał bywać na próbach w teatrze. Śmierć serialowego dozorcy Popiołka, to symboliczny koniec Wacława Kowalskiego- aktora. Nigdy już nie wyszedł na scenę, nie staną przed kamerą. Śmierć syna skończyła jego aktorską karierę nieodwołanie.

Maciej Kowalski spoczął na brwinowskim cmentarzu. Aktor nagrobek otoczył kutym z metalu ogrodzeniem. Tuż obok usadowił ławkę. ,, Każdego dnia wychodził z domu przed siódmą. Szedł na mszę. Po mszy na cmentarz. Był na nim dzień w dzień. Bez względu na pogodę. Opierał się o ogrodzenie, opuszczał głowę i płakał. Po południu przychodził jeszcze raz z żoną”.

Śmierć dopadła go nagle w październiku 1990 roku: Wszedłem do domu, porozmawiałem z matką, zapytałem gdzie jest ojciec, bo go nigdzie nie widziałem - wspomina tamten dzień Jan Bartłomiej Kowalski, jego drugi syn. – Mama odpowiedziała, że odpoczywa w swoim pokoju. Zajrzałem przez uchylone drzwi. Leżał. Niby normalnie, ale jednak trochę nienaturalnie. Zmarł w karetce, przyczyną śmierci był udar.

Jednym z ostatnich wywiadów Władysław Hańcza, powiedział: ,,Pytają mnie nieraz na spotkaniach: co by jeszcze pan chciał grać? Ja nie mam takich specjalnych tęsknot. Bo jak się grało od Króla Leara począwszy, poprzez Wojewodę w ,,Mezapie”, Borysa Godunowa, Horsztyńskiego, Fiodora Karmazowa, księcia Radziwiłła w ,, Potopie”, Macieja Borynę w ,, Chłopach”- na Orgonie w ,, Świętoszku” i Kargulu w filmach Chęcińskiego skończywszy, to przecież trudno powiedzieć, żebym jeszcze o czymś tam marzył…”.

Jesienią 1977 roku umiera. Odszedł zaledwie pięć miesięcy po premierze ,, Kochaj albo rzuć”, ostatniej części trylogii. Rola Kargula w trzeciej części sagi była jedną z jego ostatnich.

Władysław Hańcza i Wacław Kowalski. Sami swoi.


Na podstawie książki Dariusza Koźlenki, Sami swoi, za kulisami komedii wszech czasów, Warszawa 2016, str. 6, 13-17, 20-23, 25, 27, 29, 30, 33, 233, 237-238.


wgarniturach

Autor artykułuKamila Sowa28 września 2018, 09:01

Redakcja portalu

Daniel Gatner

Kamila Sowa