Chicagowska prawniczka w najsłynniejszym Domu świata

13 marca 2019, 11:27

,,Nie wiem wszystkiego o Ameryce, o życiu, o tym, co przyniesie przyszłość. Twojej historii nikt ci nie odbierze. Należy do Ciebie”. Poznajcie historię wyjątkowej kobiety, żony, matki, byłej pierwszej damy Stanów Zjednoczonych Ameryki, pierwszej czarnoskórej lokatorki Białego Domu i jednej z najbardziej wpływowych kobiet świata.
Chicagowska prawniczka  w najsłynniejszym Domu świata

,,W dzieciństwie miałam zwyczajne pragnienia. Chciałam mieć psa. Chciałam mieszkać w domu ze schodami, w którym całe dwa piętra zajmuje jedna rodzina. Kiedy mnie pytano, kim zostanę, gdy dorosnę, odpowiadałam, że pediatrą. Dlaczego? Bo uwielbiałam małe dzieci, a ponadto szybko zauważyłam, że dorosłym podoba się taka odpowiedź. ,, Ojej, chcesz być lekarką! Świetny wybór!”. Dziś sądzę, że pytanie: Kim zostaniesz, gdy dorośniesz?, które dorośli zadają dzieciom, jest zupełnie nie na miejscu. Tak jakby dorastanie mogło się zakończyć. Jakby w pewnym momencie człowiek kimś się stawał i koniec. Do tej pory w życiu byłam już prawniczką. Byłam wiceprezeską szpitala i dyrektorką organizacji non profit wspierającej młodych w budowaniu udanej kariery. Byłam czarną dziewczyną z klasy pracującej w prestiżowym, w większości białym, koledżu. Byłam narzeczoną, zestresowaną młodą matką, pogrążoną w żałobie córką. Wreszcie byłam też pierwszą damą Stanów Zjednoczonych Ameryki, wykonując zawód, który oficjalnie nie jest zawodem, lecz umożliwił mi dotarcie do większej liczby ludzi, niż mogłabym sobie wymarzyć”.


Lata sześćdziesiąte. Chicago

Rodzina Robinsonów wiodła spokojne życie w chicagowskiej dzielnicy South Shore.

Bawiłam się lalkami i klockami, miałam rodziców oraz brata, który sypiał w pokoju jakiś metr ode mnie. Rodzina była całym moim światem. Mama wcześnie nauczyła mnie czytać- zabierała mnie do publicznej biblioteki, gdzie odczytywałam na głos słowa ze stron książek. Ojciec codziennie wychodził do pracy ubrany w niebieski uniform pracownika miejskiego, lecz wieczorami pokazywał nam, na czym polega miłość do jazzu i sztuki. W gorące letnie noce Craig i ja zasypialiśmy przy dźwiękach okrzyków kibiców dobiegających z pobliskiego parku, gdzie wieczorami grała liga softballu, a za dnia my chodziliśmy po drabinkach na plac zabaw i graliśmy w berka z innymi dziećmi.

W wieku czterech lat Michelle rozpoczyna grę na pianinie, a jesienią 1969 roku rozpoczyna szkołę podstawową Bryn Mawr. Początkowo była bardzo nieśmiałą, ale pełną pokory i wyróżniającą się swoimi ambicjami dziewczynką. To, co ją ukształtowało, to rodzina, a w szczególności matka:


Rady, których nam udzielała, były konkretne i praktyczne. Nie musisz lubić swojej nauczycielki - powiedziała mi pewnego dnia, gdy po powrocie do domu zaczęłam narzekać - ale ona zna się na matematyce, a ty musisz się jej nauczyć. Skup się na tym i nie przejmuj niczym więcej. Bardzo kochała Craiga i mnie, ale nie wychowywała nas pod kloszem. Mieliśmy się usamodzielnić. Nie wychowuję małych dzieci - powtarzała nam. - Wychowuję dorosłych. Wraz z ojcem raczej dawała nam wskazówki, niż narzucała reguły. Jako nastolatki nigdy nie musieliśmy wracać do domu na określoną godzinę. Pytała nas: Jak sądzisz, o której powinnaś dzisiaj wrócić?, po czym ufała, że dotrzymamy słowa.


Barack i Michelle. Początek miłości

Poznali się w kancelarii prawnej Sidley&Austin w Chicago. Michelle wówczas była studentką niepublicznego Uniwersytetu Princeton, a o trzy lata starszy Barack prestiżowego Harvardu. Jednak w 1985 roku Michelle rozpoczyna studia prawnicze na tym samym uniwersytecie.

Gdy tylko otworzyłam się na uczucia do Baracka, zalały mnie ogromną falą - były jak potężne uderzenie pożądania, wdzięczności, spełnienia i poczucia cudowności. Wszelkie moje wątpliwości na temat życia, kariery, a nawet samego Baracka rozwiały się po tym pierwszym pocałunku, zastąpione pragnieniem, by lepiej poznać tego mężczyznę i jak najszybciej wszystkiego się o nim dowiedzieć.

Michelle intrygowała Baracka pewność siebie, a także to, że otwarcie okazywał uczucia. Nigdy nie opowiadał o sprawach materialnych, jak na przykład kupno domu, samochodu czy nawet nowych butów. Większość pieniędzy przeznaczał na książki. Czytał do późna- prace historyczne i biografie, ale też Toni Morrison. Czytał codzienną prasę, skupiając się na jej lekturze bardzo dogłębnie. Śledził najnowsze recenzje książek, wyniki ligi amerykańskiej i obrady radnych z South Side. ,, Potrafił z równą pasją opowiadać o wyborach w Polsce, jak i o tym, które filmy krytyk Roger Ebert zjechał i dlaczego”.

Pobrali się w październiki 1992 r. w Trinity United Church of Christ w South Side. Na wesele zaproszono ponad trzysta osób:

Przyszło młodsze rodzeństwo mojego ojca. Rodzina matki stawiła się w komplecie. Pojawili się moi przyjaciele ze szkoły, sąsiedzi, znajomi z Princeton, koledzy i koleżanki z Whitney Young. W organizacji ślubu pomagała mi pani Smith, żona asystenta dyrektora liceum, która wciąż mieszkała niedaleko nas przy Euclid Avenue, natomiast pan i pani Thompsonowie z naprzeciwka grali później tego dnia na weselu ze swym jazz- bandem. Sanita Jackson, żywiołowa, w czarnej sukni z głębokim dekoltem, była moją druhną. Zaprosiłam dawnych współpracowników z Sidley i nowych z ratusza. Przyszli partnerzy z firmy Baracka, a także jego przyjaciele z czasów pracy animatora. Paczka jego hałaśliwych kumpli z liceum wesoło mieszała się z kenijskimi krewnymi, którzy nosili jaskrawe kolorowe kapelusze ze wschodniej Afryki. Gramps- dziadek Baracka- zmarł niestety poprzedniej zimy na nowotwór, lecz do Chicago przyjechały jego matka i babka, podobnie jak Auma i Maya, przyrodnie siostry Baracka z różnych kontynentów, które łączyło przywiązanie do brata. Obie nasze rodziny spotkały się po raz pierwszy i panowała bardzo radosna atmosfera.



W listopadzie 1996 roku Barack zostaje wybrany do senatu stanu Illinois i zaprzysiężony dwa miesiące później, na początku następnego roku. Tuż przed ogłoszeniem swojej kandydatury umiera matka Baracka Ann Dunham. Bardzo go to przybiło. To Ann Dunham wprowadziła go w bogaty świat literatury i pokazała mi siłę dobrze uzasadnionej argumentacji.

Sukcesy zawodowe nie idą w parze ze szczęściem osobistym. Michelle pomimo kilkukrotnych prób zajścia w ciążę, a także kilkukrotnych poronień decyduje się na zapłodnienie pozaustrojowe.

Jak się okazuje, nawet dwoje zaangażowanych, skutecznych i bardzo w sobie zakochanych profesjonalistów o wysokiej etyce pracy nie zdoła zajść w ciążę siłą woli. Płodności nie da się wywalczyć.

W wyniku zapłodnienia pozaustrojowego 4 lipca 1988 roku przychodzi na świat Malia Ann Obama, a trzy lata później w klinice University of Chicago, dokładnie 10 czerwca 2001 roku Natasha Marian Obama.

Michelle Obama - Pierwsza Dama Ameryki

Rola pierwszej damy nie jest ani pracą, ani też stanowiskiem rządowym. Nie wiąże się z nią żadne wynagrodzenie ani spisana lista obowiązków.

Wiedziałam niewiele o poprzednich pierwszych damach oraz o tym, jak odnalazły się w tej roli. Pamiętam, że Jackie Kennedy poświęciła się zmianie wystroju wnętrz Białego Domu. Rosalynn Carter brała udział w naradach gabinetu, Nancy Reagan narobiła sobie kłopotów, przyjmując za darmo suknie od projektantów, a Hillary Clinton szykanowano za objęcie stanowiska w administracji męża. Pewnego razu kilka lat wcześniej podczas lunchu dla współmałżonków amerykańskich senatorów przyglądałam się- wstrząśnięta i zachwycona jednocześnie - jak Laura Bush pogodnie i z uśmiechem pozuje chyba setce fotografów do oficjalnych zdjęć, ani razu nie wychodząc z roli ani nie prosząc o przerwę.




Życie w Białym Domu przypominało mieszkanie w luksusowym hotelu, w którym nie ma żadnych innych gości poza tobą i twoją rodziną. Pomimo tego Obamowie żyli jak przeciętna amerykańska rodzina. Najważniejszym było, aby Malia i Natasha nie czuły się skrępowane atmosferą rezydencji.

Tak, możecie rzucać piłkę w korytarzu - mówiłam im. Tak, możecie przeglądać spiżarkę w poszukiwaniu przekąsek. Dopilnowałam, by wiedziały, że nie muszą pytać o pozwolenie, czy mogą się pobawić na dworze. Pewnego południa podczas burzy śnieżnej ucieszyłam się, widząc przez okno, że zjeżdżają po stoku Południowego Trawnika na plastikowych tackach wypożyczonych z kuchni.

Życie w najbardziej ekskluzywnym Domu świata było dla jego głównego lokatora - człowieka, który stronił od zakupów, nie lubił gotować, sporządzać, i dbać o swoją garderobę, jedynie w tym zakresie olbrzymią radością:

- Widzisz, jaki mam teraz porządek? - powiedział do mnie pewnego dnia przy śniadaniu z oczami błyszczącymi humorem. - Zaglądałaś do mojej szafy?

- Zaglądałam - odparłam, także się uśmiechając. - I to nie jest ani trochę twoja zasługa.



20 stycznia 2017 roku. Ostatni dzień Obamów w Białym Domu. Wychodzą po raz ostatni w towarzystwie Melanii i Donalda Trumpów w drodze na ceremonię inauguracyjną. Tamten dzień był wyjątkowy, niósł ze sobą ogrom emocji. Zmęczenie kumulowało się z dumą, rozpaczą i entuzjazmem. W tym dniu po raz ostatni Barack Obama przekroczył prób Gabinetu Owalnego, żegnając stały personel Białego Domu. Ofiarowano Obamom dwie flagi Stanów Zjednoczonych- jedną, która powiewała pierwszego dnia prezydentury Baracka, i druga z ostatniego dnia- niczym symboliczne nawiasy, w jakich zamykał się okres rodziny Obamów w Białym Domu.

Jestem zwykłą kobietą, która wyruszyła w niezwykłą podróż. Dzieląc się moją historią, mam nadzieję stworzyć przestrzeń, w której będą mogły wybrzmieć inne historie i głosy; poszerzyć grono ludzi, którzy mogą czuć się tutaj na swoim miejscu. Spotkało mnie wielkie szczęście, że mogłam odwiedzić kamienne pałace, klasy miejskich szkół i kuchnie mieszkańców Iowa, pozostając sobą i nawiązując zwykłe relacje. Ilekroć otwierano przede mną drzwi, ja w zamian starałam się przed innymi otworzyć własne.


Na podstawie książki ,,Becoming. Moja historia” Michelle Obama, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2018r., str. 9-13, 19 21, 25, 35, 67-68, 138, 196-197, 219, 222-223, 237, 351, 375-378 , 505- 509.


wgarniturach

Autor artykułuKamila Sowa13 marca 2019, 11:27

Redakcja portalu

Daniel Gatner

Kamila Sowa

Monika Nowotarska