Anna Przybylska: łobuziara z głosem Jana Himilsbacha

08 listopada 2018, 12:23

,,Ania nie była gwiazdą. Nie dla mnie, nie dla najbliższych. Zresztą ona sama też nie mówiła, że robię karierę. Raczej, że spełnia marzenia. Zresztą była po prostu Anią- siostrą, przyjaciółką, mamą, kochającą córeczką”.
Anna Przybylska: łobuziara z głosem Jana Himilsbacha

Pierwsze aktorskie kroki na dużej scenie stawia u Radosława Piwowarskiego w w dramacie psychologicznym ,,Ciemna strona Wenus”. Pomimo, iż o aktorstwie marzyła od lat, i już w dzieciństwie udzielała się artystycznie, to jednak studiowała zarządzanie na Uniwersytecie Gdańskim, i na casting udaje się, bo ,, chce sobie dorobić, żeby mieć za co tankować swoją corsę”.

Pojawiło się wtedy ze sto pięćdziesiąt pięknych dziewczyn z całej Polski - wspomina po latach Radosław Piwowarski - Modelki, aktorski i raptem wchodzi taka...ktoś zupełnie inny. Włosy obcięte na trzy centymetry, wielkie usta, ogromne wystraszone oczy. No, kosmita! To nie był człowiek w ogóle!


***

W wieku trzech lat rozpoczyna edukację w osiedlowym przedszkolu. Energia ją rozsadza. Uwielbia tańczyć i śpiewać, recytowanie też ją ujmuje. Kocha występować, nie wstydzi się publiczności, śpiewa odważnie. Wraz ze starszą siostrą Agnieszką zostają zapisane przez tatę do osiedlowego zespołu taneczno-wokalnego ,,Jantarki” - gdyńskiego odpowiednika popularnego wówczas w Polsce zespołu ,, Gawęda'”. Gdyński Zespół występuje między innymi w Jugosławii. Zespół rozpada się kilka miesięcy po tym, jak dołączają do niego Agnieszka i Ania. Do występu z siostrami Przybylskimi nie dochodzi. Kariera Ani będzie przebiegała innymi ścieżkami.

***

Bogdan Przybylski był kapitanem Marynarki Wojennej, jego żona Krystyna pracowała w kancelarii innej gdyńskiej jednostki. Ania zaczyna chodzić do szkoły, gdy Bogdan Przybylski postanawia wybudować własny dom. Buduje go sam, po pracy. Budowa trwa 5 lat. Wprowadzają się 11 listopada 1989 roku. Rodzinne szczęście nie trwa długo, rok później 19 sierpnia Bogdan Przybylski umiera na nowotwór, Krystyna Przybylska ma 42 lata, gdy zostaje wdową.


fot. WPfilm


Ania Przybylska i Jarek Bieniuk

Oboje pochodzą z Trójmiasta, oboje są sławni- ona aktorka, on piłkarz- wysoki (192 cm), obiecujący obrońca ekstraklasowej Amiki Wronki, dokąd przeszedł z gdańskiej Lechii. Prawdopodobnie po raz pierwszy spotykają się w sylwestra 2000 roku w Jastrzębiej Górze, na przyjęciu zorganizowanym przez Gosię Rudkowską. Ania przychodzi z mężem Dominikiem, Jarek jest w innym towarzystwie. ,, - Od razu między nimi zaiskrzyło- opowiada Rudkowska. - No bo co tu dużo mówić: ona ładna, on ładny, jakoś tak wizualnie do siebie pasowali. Ale żadnego tematu wówczas oczywiście nie było”.

We wspólnym wywiadzie, powiedzieli: Ania -,, Najlepszym lekarstwem na porażkę uczuciową jest klin, czyli następny mężczyzna”. Jarek - ,, Była jak zakazany owoc. Żona kolegi (…) Sam sobie mówiłem: Stary, uspokój się, ona nie jest dla ciebie. Ale co włączyłem telewizor, to widziałem Anię. Jakby mnie prześladowała. A potem, gdy zaczęła bywać sama na imprezach i słyszałem od znajomych, że w jej małżeństwie źle się dzieje, zacząłem traktować to jak jakieś ważne sygnały (…) I w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że jestem zwyczajnie zakochany”.

Na początku trwania związku Bieniuk wyznaje Ani coś bardzo poważnego, mówi jej, że jest aseksualna. ,, Ania: Jarek nigdy nie miał problemu z kobietami- było ich dużo, traktował je przedmiotowo. Mówiąc, że jestem aseksualna, chciał mi zakomunikować, że nie jestem dla niego panienką na wyrwanie, na jeden raz. Spędzaliśmy razem popołudnie, wydawało się, że wszystko fajnie, ja odstawiona, robię słodkie minki, a on nagle wyskakuje z tą moją aseksualnością. Powiedział: Ty jesteś taką babką, w której mogę się zakochać>. Nie chciał się przyznać, że już jest zakochany. Bał się mnie zrazić”.


fot. WPfilm

Ania bardzo szybko decyduje się na dziecko. ,, - Mój tato zmarł, kiedy miałam szesnaście lat- był o dziesięć lat starszy od mojej mamy- ja sobie wtedy poprzysięgłam, że nigdy nie będę starym rodzicem. - Wiedziałam z książek, z gazet, że dobrze jest urodzić dziecko przed dwudziestym piątym rokiem życia. Do tego przyszedł Jarek, no i już. Zaskoczył zegar biologiczny, zaczęłam zaglądać do wózków. Kiedy moja siostra w Wigilię 2001 roku oznajmiła, że spodziewa się dziecka, nastąpiło u mnie apogeum tego pragnienia. Parę tygodni później sama byłam w ciąży”. Oliwia przychodzi na świat 18 października 2002 roku, cztery lata później rodzi się Szymon, a w 2011 roku Jan.

Macierzyństwo ją zmienia, i w pełni pochłania: ,, Zaczęłam grać w filmach w wieku siedemnastu lat, wszyscy obchodzili się ze mną jak z dzieckiem: <Ania, zjedz, Ania, okryj się>. Ale w dniu narodzin mojego dziecka to wszystko się skończyło. Co więcej, ludzie rozumieją, że na pierwszym miejscu jest dla mnie teraz Oliwia. Nie pojadę do Pierdyszewa Dolnego na gościnne występy, jeżeli koliduje to z wychowaniem mojego dziecka. Kiedyś w takich sytuacjach mówili:<A tam, coś pani wykombinuje, i wiadomo - nadęta. A teraz: <Pani Aniu, szanujemy to, i to jest strasznie fajne. Jak chcesz być traktowany poważnie, zrób sobie dziecko”.

***

Prorocze sny miały moja mama, babcia, ma ja. Śnią mi się plany filmowe, które potem stają się rzeczywistością- za kilka dni ktoś dzwoni i proponuje mi rolę. Kiedyś przyśniło mi się, że jestem w ciąży, i rzeczywiście tak się stało. Ale dręczą mnie też wyjątkowo obrzydliwe przeczucia. Przyśniła mi się śmierć ojca i tato niebawem zmarł. Żyję w strachu, bo boję się, że młodo umrę. Panicznie boję się śmierci! Chciałabym być wiecznie mamą dla mojego dziecka. Pocieszam się jednak tym, że kobiety w mojej rodzinie żyją długo. Przeżywają swoich mężów. Chcę być babcią, doczekać się tuzina wnuków.



Smutny jest ten świat

,,Nowotwór i Anka? Nie, to się nie miało prawa wydarzyć”. Gdy o chorobie Ani dowiadują się przyjaciele natychmiast oferują pomoc.

,, - O wynikach badań dowiedziałam się w Kołobrzegu, na wakacjach, gdy media podały tę informację. - To był szok. Ale pamiętam też, że nie przechodziło mi nawet przez myśl, że z Anią może stać się coś naprawdę złego. Oczywiście najgorsze jest poczucie bezradności, więc postanowiłam działać. Od lat działałam w Drużynie Szpiku, która poszukuje dawców szpiku kostnego. Dlatego dobrze znam poznańskich onkologów. To naprawdę świetna ekipa. Siostra mojej przyjaciółki też pracuje na onkologii. Cały sztab ludzi czekał w gotowości. No i tutaj byłaby daleko od trójmiejskich paparazzich... - wspomina Katarzyna Bujakiewicz”. Ale Ania nie chce wyjeżdżać, nie chce robić dalszych badań, akurat zaplanowała sobie kilkutygodniową przerwę w obowiązkach zawodowych, a także wspólne wakacje ze swoją agentką Gosią Rudowską:

- Wszystko było przygotowane, bilety kupione. I wtedy, na chwilę przed wyjazdem, Ania powiedziała mi o wynikach badań - wspomina Gosia Rudowska. - W pierwszej chwili też chciałam zrezygnować. Ale kazała mi jechać. Była bardzo optymistycznie nastawiona, przekonywała, że to na pewno nic takiego, wszystko się wyjaśni, a moment na zabieg jest idealny. Nikt się nawet nie zorientuje, że coś się dzieje, skoro wszyscy są przekonani, że jedzie na wakacje. Leciałam we wtorek 23 lipca. Tego samego dnia Ania zgłosiła się do szpitala. Po dwóch tygodniach miało być jasne, czy zabieg się udał. To były najgorsze wakacje mojego życia. Całe dwa tygodnie nerwów. Tym bardziej, że lekarz po zabiegu przyznał rodzinie, że <nie wygląda to dobrze>. Jest duże prawdopodobieństwo, że to nowotwór złośliwy. Rak trzustki. Wystarczyło poczytać trochę w internecie, żeby wiedzieć, co to znaczy.


fot. WPfilm


Pod koniec wakacji tryska optymizmem, czuje się świetnie, pomimo iż dużo schudła, wygląda przepięknie. ,, Jesień upływa na nadziei, że najgorsze już minęło”. W grudniu wraca ból. Umiera 5 października 2014 roku.



Zdjęcie główne - filmweb

Na podstawie książki ,,Ania. Biografia Anny Przybylskiej” Grzegorza Kubickiego i Macieja Drzewickiego, str. 10-11, 14, 20, 21, 38-40, 59, 139, 141, 144-145, 157 , 159, 332-334.



wgarniturach

Autor artykułuKamila Sowa08 listopada 2018, 12:23

Redakcja portalu

Daniel Gatner

Kamila Sowa